Za dwadzieścia lat
bardziej będziesz żałował
tego czego nie zrobiłeś,
niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny,
opuść bezpieczną przystań.
Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Mark Twain
   
    Poprzednie wyprawy
  « lista wypraw
Tytuł wyprawy: Ameryka na nowo ODKRYTA
Data wyprawy: 2009-01-29
Kontynent: Ameryka Południowa,
Obszar: Wenezuela, Kolumbia, Ekwador, Peru,Boliwia, Chile, Argentyna, Brazylia,
Miejsce docelowe: Wenezuela, Ekwador, Columbia, Peru
Atrakcja: trekking, wspinaczka, dżungla, podróżowanie, nurkowanie
Kategoria: wspinaczka, trekking, podróż
Autor wyprawy:
Sapuła Iza

e-mail: iza@odkryte.pl

Ambitna, seksowna, z radością dziecka w sercu!

Sapuła Iza,  
Łączka Jarek

e-mail: jarek@odkryte.pl

Miły, zwinny i dowcipny ;)

Łączka Jarek 
Mapa wyprawy: pokaż mapę wyprawy »
 
Galeria wyprawy: pokaż całą galerię »
 

ładowanie galerii...
 
Etapy wyprawy:
 
  • Informacje o wyprawie :
  • Z notatnika podróżnika

    13.03.2009

     

    Jesteśmy w Kolumbii – w kraju, który pierwotnie chcieliśmy ominąć. Później po kontaktach z ludźmi, którzy tu byli zmieniliśmy zdanie. Ale rzeczywiście, choć podkreślam, że to tylko wrażenie, czuje się tutaj obecność złego ducha (jak powiedział pewien spotkany Rosjanin o mieście Cali). Ale po kolei. Po walce na Bolivarze odpoczęliśmy dwa dni i poszliśmy na terminal w Meridzie wykupić bilety do Maracaibo by stamtąd wyruszyć do Maicao na granicy kolumbijsko – wenezuelskiej. Kiedy o naszym planie dowiedzieli się ludzie z agencji i przewodnicy – chwycili się za glowy z przerażenia. Podobno Maracaibo jest niebezpieczne a o Maicao w ogóle strach mowić. Namawiali nas koniecznie by zmienić trasę i przekraczać granicę na południe od Meridy w Cucuta. Usłuchaliśmy. Do granicy wiózł nas Carlos. Dziwne było to, że uliczki były coraz węższe. Teren stał się znowu płaski a zieleń bardziej rozpasana i bujna niż w okolicach Meridy. Im bliżej granicy tym więcej dziur w drodze, co sprawiało, że jechaliśmy slalomem. Na poboczach więcej slumsów i takich dziwnych czarnych ptaków – coś między sępem a indykiem w ogóle bardziej dziko. Granicę przekraczamy na wąskim moście bez żadnych kontroli. I dalej jedziemy na terytorium Kolumbii około 60km tylko po to by granicę przekroczyć ponownie i wjechać do Wenezueli do San Antonio de Tachira po stęple wyjazdowe. To bardzo ważne a dowiedzieliśmy się tego dopiero od Carlosa. Te pieczątki można dostać tylko w San Antonio a nie na terminalu a to pierwsza rzecz, którą sprawdzają Kolumbijczycy. Ponownie tym razem w korkach przez terminal w San Antonio wjeżdżamy na terytorium Kolumbii. Okazuje się, że nasze karty nie działają, ale z czasem rozwiązujemy ten problem. Tu w mieście granicznym Cucuta jest już inaczej niż w Wenezueli, więcej żebraków, więcej śmieci, kontrole policyjne i to spojrzenie ludzi jakby z cienia, jakby z lękiem. Moją uwagę przykuwa człowiek poruszający się po terminalu autobusowym na czworaka z bandażami na dloniach. Całkiem luksusowym autobusem linii Copetran ruszamy w 14 godzinną podróż do Cartageny na północ. W ciągu godziny mamy trzy kontrole policyjne. Ale kiedy zapada zmrok nagle ustają. Jedziemy coraz węższą drogą przez coraz bardziej gęsty las, co jakiś czas kończy się asfalt, jest wilgotno, pada. Czasem mam wrażenie, że autobus uderzy o ściany wąwozu, którym jedziemy. W ogóle wygląda to groteskowo – rejsowy autobus na polnej drodze w wąwozie w lesie. Kiedy mijamy zabudowania wydają się zupełnie opuszczone. Mimo, iż jest dopiero po 19 jest już ciemno i tylko czasem spoza zakratowanych drzwi dostrzegam pojedyncze spojrzenie. W pewnym momencie naa drodze w lesie mijamy kilku mężczyzn stojących przy otwartych samochodach a na ziemi między nimi leży coś co jakiś czas się porusza. Dziwnie, wilgotno, ciemno… A może to tylko wyobraźnia i mroczna legenda ciągnąca się za tym krajem, której w ogóle nie warto podtrzymywać. Bo w gruncie rzeczy oprócz kłopotów z karta nie spotkało nas tu nic złego i oby tak dalejJ Do Cartageny docieramy po 17 godzinach mimo, że dystans w kilometrach nie wskazywałby na to…

    Mówi się, że to najpiękniejsze miasto na kontynencie i nie ma w tym wiele przesady… (wkrtce opis i zdjęcia)

    Zobacz zdjecia w galerii, opis za chwile...

     

    15.03.2009

    Cartagena Złote Wrota Ameryki

    Jesteśmy w mieście, o którym mówi się, że jest jednym z najpiękniejszych na kontynencie. Zatem należy mu się kilka słów. Cartagenę założyli Hiszpanie w 1533 roku. To tu przypływały statki po skarby z całego Wicekrólestwa Peru – stąd nazwa „Złote Wrota Ameryki” i wiozły je do dalekiej Hiszpanii. Takie miasto musiało stać się łakomym kąskiem dla piratów, którzy je regularnie napadali. Aby chronić skarby i miasto, król hiszpański Filip II zdecydował się wznieść twierdzę, której budowa pochłonęła mnóstwo pieniędzy i istnień ludzkich (zmuszani do pracy przy niej niewolnicy, umierali z wycieńczenia po kilku miesiącach katorżniczej pracy).Twierdza San Felipe de Barajas przypomina olbrzymią piramidę, z setkami tuneli. To tam schronienie znajdowali obrońcy miasta, tam też śmierć znalazło wielu karaibskich korsarzy. Stała się ona również przeszkodą nie do pokonania dla trzydziestotysięcznej angielskiej floty pod wodzą admirała Vernona, która najechała Cartagenę na 120 statkach. Czterotysięczna armia Cartageny broniła się zaciekle i mimo iż oddała pierwszą twierdze Boca Chica, a w Londynie odtrąbiono triumf i fanfary na cześć admirała – to San Felipe została niezdobyta. Na pomoc Hiszpanom przyszła zaraza żółtej febry, która zdziesiątkowała anglików.

    W Cartagenie duch historii i przygody jest wciąż obecny. A obecność tą wyraźnie podkreśla kolonialna architektura miasta. Piękne kolorowe kamienice na wąskich uliczkach. Balkony pełne kwiatów i surowe mury chroniące miasto stanowią ciekawy kontrast. Miasto jest bardzo gwarne, niestety mnóstwo w nim żebraków, jest też trochę turystów. Z pewnością nie jest już tak niebezpieczne jak kiedyś, o czym pisał mi w mailu nasz Webmaster – kiedy to każdy kto zszedł z portu do miasta został napadnięty. Ale rozsądek należy zachować, szczególnie wieczorami. Dziś życie przynajmniej mi najbardziej utrudniają sprzedawcy wszystkiego (od koralików i gum do żucia po narkotyki) są strasznie nachalni. Mimo, iż staram się zrozumieć, że są biedni ich natarczywość irytuje. Kolorytu miastu nadaje jego wielokulturowość, to prawdziwa mieszanka ras i kultur. W Parque Bolivar oglądamy piękny pokaz tańców karaibskich. Zachwalany rejs na Isla Rosario dla mnie był super tylko ze względu na oceanarium na jednej z wysp. Dla Izy raczej nie XE względu na bujanie statkuJ.. Realizujemy takiew hobby polegające na próbowaniu świeżo wyciśniętych soków z owoców, których nigdy nie widzieliśmy na oczy i których nazw nigdy nie słyszeliśmy. Kiedy to piszę jesteśmy właśnie w drodze do miasta o znajomo brzmiącej nazwie  Medelin;-)

     

    17.03.2009

     

    Wczoraj po wielogodzinnej podróży dotarliśmy do Manizales. Najpierw z Cartageny do Medellin poźniej z Medellin do Manizales. Trzeba zaznaczyć, że Kolumbia ma bardzo rozbudowane i dobrze zorganizowane terminale autobusowe. Droga przez góry z Medellin do Manizales jest bardzo urokliwa – mnóstwo plantacji (ananasy, drzewa pomidorowe, chirimoje i inne). A do tego wzgórza porastają spore kempy bambusa, którego pochylone ze zwieszonymi liśćmi przypominają nieco nasze wierzby. Manizales to brzydkie miasto w pobliżu Parku Narodowego los Nevados. Ze swymi przekombinowanymi pomnikami (np. kondor na ludzkich nogach) oraz wielkimi budynkami z płyty przypomina stare NRD. Na wulkan El Ruiz ostatecznie nie weszliśmy, gdyż okazało się że potrzebne są do tego pozwolenia z jakiegoś ministerstwa i jest to drogie. Zaproponowano nam trekking wokół wulkanu, ale nie skorzystaliśmy. Z Manizales ruszyliśmy do Cali – tam znowu ogromny, ale świetnie zorganizowany terminal (trzeba powiedzieć, że tu w przeciwieństwie do Wenezueli autobusy odjeżdżają punktualnie, choć podróż zawsze trwa dłużej niż nas informują). Z Cali jedziemy nocnym autobusem do Ipiales na granicy z Ekwadorem. A noc w Kolumbii zawsze pokazuje drugie oblicze tego kraju. Pierwsza kontrola krótko po starcie. Ponieważ byliśmy jedynymi cudzoziemcami – wylegitymowano nas i sprawdzono Izy plecak – ale wszystko odbyło się w milej atmosferze. Deszcz, noc, fatalna droga – mimo, że poruszamy się już przecież słynną Carretera Panamericana. Gdzieś między Popayan a Pasto nagle stajemy za innym autobusem i czekamy, tak około 30 minut. Później widzę, że autobusów stoi więcej. Kiedy zaczynam drzemać, nagle do autobusu wsiada człowiek z bronią, którą w tym autobusie przeładowuje (nie wiem czy wojskowy czy policjant czy jeszcze ktoś inny). Mówi coś do kierowcy i wtedy wszystkie autobusy ruszają w konwoju przez jakieś 30 kilometrów. Do dziś nie wiemy dlaczego, prawdopodobnie taki konwój łatwiej ochronić. W każdym razie droga jest tak wąska i tak zniszczona, że rzeczywiście bardzo łatwo zatrzymać przejeżdżający pojazd. Kolejne przebudzenie w nocy i widzę, że nasz kierowca pędzi wąska drogą jak szalony, prawie wjeżdża na ściany wąwozu, raz wypada z drogi, chcę znowu zasnąć, ale nie mogę. Noc w Kolumbii jest naprawdę fascynująca;). Ranek zastaje nas już w pobliżu Ipiales czyli na granicy z Ekwadorem. Już postanowiliśmy, że jeszcze podczas tej podróży do Kolumbii wrócimy. To naprawdę piękny kraj, mało eksplorowany turystycznie, a mający wiele do zaoferowania.

     

    19.03.2009

    Byłbym zapomniał w Ipiales przy drodze widzimy ogromny czarny billboard z czerwonym napisem TERRORISTAS a pod nim nazwiska i zdjęcia członków FARC, niektóre z nich przekreślone już na czerwono. To samo w okienku przy odprawie na granicy tutaj na bieżąco skreślani są długopisem… Właśnie przeczytałem na jednym z portali, że wydali ostatniego z tych najbardziej znanych przetrzymywanych od lat więźniów – szwedzkiego inżyniera. Czyżby rzeczywiście niedaleki koniec?

     

     

  • Informacje o miejscu
  • Przygotowanie - formalności
  • Koszty

    autobusy:

    Cucuta - Cartagena 70 000 pesos

    Cartagena - Medellin 98 000 pesos

    Medellin - Manizales 34 000 pesos

    Manizales - Cali 25 000 pesos

    Cali - Ipiales 37 000 pesos

    taxi z terminalu w Ipiales do Rumichaca (granica z Ekwadorem) 7 000 pesos

    hotel w Manizales (pokoj 3 osobowy) 55 000 pesos

    hostal w Cartagenie (pokoj 3 osobowy, lazienka) 45 000 pesos

    obiad (zupa, drugie, sok) 4500 pesos

    woda mineralna 1,5l 2500 pesos

    sok naturalny 2000 - 3000 pesos

    rejs na Isla Rosario 35 000 pesos

  • Noclegi
  • Warto wiedzieć


  • Sponsorzy
  • Patronat medialny
  • Podziękowania
 
Komentarze do wyprawy: Ameryka na nowo ODKRYTA
 
Przysłany: 2010-01-16 11:47:33Skomentuj ten komentarz...
Też bym wrzeszczała ;). Testosteron kipi w tym kurzu......a może to estrogeny ;).
Napisał: Isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2010-01-14 15:21:48Skomentuj ten komentarz...
Cudowna idea, świetny materiał, fantastyczne zdjęcia. Ucałujcie proszę Claudie i Flavie.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2010-01-07 08:12:13Skomentuj ten komentarz...
Wyślijcie proszę do mnie takiego wielkiego ptaka abym mogłą znowu poszybować w niebo i polecieć w świat. Piękne lodowce, one zawsze mnie zachwycają.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-27 21:41:26Skomentuj ten komentarz...
„Może nawet do Patagonii…” mówił Janek Pradera z „Siekierezady” :))))))))))))))))))))) a ty sie mi mlody coraz bardziej podobasz!
Napisał: maugoska&tomek (maugoska@gmail.com)
Przysłany: 2009-12-23 17:56:48Skomentuj ten komentarz...
Najpierw deszcz, potem deszcz ze sniegiem a pozniej tecza:))) buziaki dla Ciebie Izula
Napisał: jaruch (jarek@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-23 17:53:55Skomentuj ten komentarz...
No wydawalo mi sie zbyt patetycznie wiec dorzucilem troche laciny:))
Napisał: jaruch (jarek@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-23 16:54:55Skomentuj ten komentarz...
Jaro, Magda i wszyscy którzy tam są..... na końcu świata na niebie pojawiła sie tęcza :). Na szczęście dla Was w Nowym Roku :). Kinga Choszcz mówiła "Każde marzenie jest nam dane wraz z siłą potrzebną do jego spełnienia". Jesteście dowodem na to, że miała rację. Wydaje się, że wszystko czego potrzebujecie już nosicie w sobie...dlatego teraz kiedy jesteście tak daleko od domu, na końcu świata, pamietajcie, że najpiękniejsze święta są w Polsce, ale Polska jest tam gdzie WY!!!!! Ściskam z całych sił...i przesyłam buziaki od bałwana Mietka, którego dziś ulepiłam w ogrodzie.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-21 22:24:29Skomentuj ten komentarz...
Aaaaaaa, no i jeszcze jedno...nie byłabym sobą gdybym nie zapytała czy Eubalaena Australis to te wieloryby które sa na zdjęciach ? ;P uściski dla Was kochani i prześlijcie nam trochę słońca bo w Poland już prawdziwa zima...pada, pada śnieg. I to już kolejny dzień.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Dodaj nowy komentarz...
 
 
opisz swoją wyprawę
 
 

Jeżeli byłeś w miejscu, które chciałbyś opisać, jeżeli widziałeś coś co chciałbyś polecić innym przyłącz się do nas i napisz o tym! Z ochotą opublikujemy wspomnienia ludzi takich jak my - ciekawych świata, z pasją oddających się podróżom, przemierzających odległości z otwartymi oczami.

formularz dodawania wyprawy »
 
 
 
współpracujemy z:
 
  www.e-gory.pl  
  www.wyprawy.onet.pl  
  www.swiatpodrozy.pl  
  Góry - górski magazyn sportowy  
  Ceneria - outdorowa porównywarka cen  
  Chodzieski Dom Kultury  
  Chodzieskie Radio Internetowe  
  Magazyn Turystyki Górskiej