Za dwadzieścia lat
bardziej będziesz żałował
tego czego nie zrobiłeś,
niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny,
opuść bezpieczną przystań.
Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Mark Twain
   
    Poprzednie wyprawy
  « lista wypraw
Tytuł wyprawy: Ameryka na nowo ODKRYTA
Data wyprawy: 2009-01-29
Kontynent: Ameryka Południowa,
Obszar: Wenezuela, Kolumbia, Ekwador, Peru,Boliwia, Chile, Argentyna, Brazylia,
Miejsce docelowe: Wenezuela, Ekwador, Columbia, Peru
Atrakcja: trekking, wspinaczka, dżungla, podróżowanie, nurkowanie
Kategoria: wspinaczka, trekking, podróż
Autor wyprawy:
Sapuła Iza

e-mail: iza@odkryte.pl

Ambitna, seksowna, z radością dziecka w sercu!

Sapuła Iza,  
Łączka Jarek

e-mail: jarek@odkryte.pl

Miły, zwinny i dowcipny ;)

Łączka Jarek 
Mapa wyprawy: pokaż mapę wyprawy »
 
Galeria wyprawy: pokaż całą galerię »
 

ładowanie galerii...
 
Etapy wyprawy:
 
  • Informacje o wyprawie :
  • Termin

    Przyjechalismy 24 wrzesnia 2009. Chyba nie bedziemy zbyt dlugo, bo nasz budzet moglby nie wytrzymac chilijskich cen. Ale....zobaczymy...

    No to zobaczylismy ;). Z Chile wyjechalismy 3 pazdziernika 2009.

  • Z notatnika podróżnika

    29.09.2009

     

    Paranoicana chilena – kontrole psychologiczne i macanci bagażowi.

     

    Wydawałoby się nic prostszego przekroczyć granicę bezpośrednim autobusem z Arequipy do Arica w Chile. To przecież słynna Carretera Panamericana, nie jakaś tam polna droga. Otóż nie można, bo nie ma autobusów bezpośrednich. W Tacna w Peru wsiadamy w colectivo (taksówka, która zabiera kilku pasażerów, czasem całkiem wieluJ) i jedziemy przez granicę do Arica. Po drodze mijamy billboardy z informacjami, że nie wolno przewozić owoców, warzyw a także innych produktów spożywczych. Na granicy również mnóstwo takich komunikatów. Chile chroni się w ten sposób przed chorobami czy pasożytami występującymi w krajach ościennych, a których jak do tej pory nie ma w tym kraju. Kierowca colectivo pyta nas czy nie mamy owoców. Mamy – kiwi dwie sztuki, ale nie zamierzałem się przyznawać, bo szkoda wyrzucać. Na granicy pytają o to samo. Odpowiadam tak samo, bo przywykłem, że w Ameryce południowej kontrole to rodzaj spektaklu. Tak jest i tutaj. Dopiero później dowiedziałem się, że gdyby jednak coś znaleźli dostałbym spory mandat i mogliby kazać mi spalić to co miałem w plecaku J. Jeszcze bardziej zdziwiliśmy się gdy, przed wejściem do autobusu do San Pedro de Atacama w Arice zaproszono nas, jak i zresztą wszystkich pasażerów, do kontroli bagażu. Co się dzieje, przecież to zwykły krajowy autobus kursujący między dwoma miejscowościami? Pasażerowie zaprezentowali swoje toboły a do pomieszczenia weszli macanci w lateksowych rękawiczkach. Wszyscy otworzyli swe bagaże a oni grzebali w każdym przez chwilę (nic nie znajdując, zresztą gdyby ktoś chciał coś ukryć, to w ten sposób nie ma szans by to wykryć). Doszło do nas - ogromne plecaki w jeszcze większych worach. Otworzyłem. Pani zajrzała zobaczyła szczelnie zamknięty plecak i obok pakunek. Co to? Buty. Wielkość bagażu zniechęciła ją. Izy bagażu w ogóle nie tknęła. Po pierwsze dlatego, że tak samo wielki. Po drugie dlatego, że Iza nie raczyła go otworzyć. Po trzecie dlatego, że Iza miała bardzo wyraźnie wypisane na twarzy co sądzi o tej kontroli. Kiedy o czwartej nad ranem w okolicach Iquique wyproszono wszystkich z autobusu do kolejnej kontroli i ja i pozostali turyści nie potrafiliśmy ukryć zdziwienia. To czego nie potrafiła ukryć Iza opisałbym mniej więcej tak: „No nie, budzicie mnie tylko po to bym o czwartej rano uczestniczyła w tym teatrze pod tytułem kontrola?!” – z emocjonalnymi ozdobnikami i dodatkami i twarzą zwiastującą małą apokalipsę. Gdyby to był ktoś inny odszedłbym dalej by uniknąć kłopotów. W tym wypadku nabrałem powietrza i nadąłem się – byle tylko zasłonić to piękne licoJ. Jeden z żandarmów trafił na Izę. Biedak pomyślałem… Czego pan szuka, powiem panu co tam jest. Sprawdzamy rzeczy – wybąkał i zakończył kontrolę. Myślę, że mamy wielkie szczęście w podróży, bo Izie trudno ukryć gdy coś uważa za bezsensowne i głupie. A ci, którzy te głupoty robią (np. po raz trzeci jednego dnia wkładają na chwilę rękę do tego samego plecaka) mogą chcieć udowodnić, że to ma sens;) Te kontrole to tak naprawdę kontrole psychologiczne – próbował nas potem przekonać nasz przyjaciel Nelson. Twierdzi, że obserwują nas wtedy i potrafią stwierdzić czy ktoś zachowuje się podejrzanie. A są przeszkoleni – znają mowę ciała. On to wie bo kiedyś był policjantem. Metody, o których nam opowiedział oraz wnioski wyciągane z obserwacji sugerują, że uczą się tego z kolorowych pism, z artykułów z cyklu „Jak sprawdzić czy twój partner cię zdradza”.

    Ale kontrola jest, więc jest porządek. A na plaży w Arice tuż przy pięknych hotelach i ośrodkach gnije sobie kilkusetkilogramowy mors wyrzucony na brzeg przez ocean.

    A wino świetne…J

     

     

     

    27.09.2009

    18 września Chile świętuje Dzień Niepodległości. Prawo wymaga aby przynajmniej na 3 dni wywiesić flagę a jej brak kara się surowymi karami. Chilijczycy mówią, że to dzień fiesty, choć mam wrażenie, że dzień fiesty jest każdego dnia. 26 września to tak zwana „mała fiesta” a dziś pewnie będzie „jeszcze mniejsza fiesta”. W dniu „małej fiesty” udajemy się do tzw ramada. Jest tam już wielu mieszkańców San Pedro i okolicznych miejscowości (nie ma ich zbyt wielu bo samo San Pedro ma zaledwie 2500 mieszkańców). Piwo, anticuchos (lokalny przysmak, szaszłyk) i muzyka. Chilijska cueca, kolumbijska cumbia i boliwijska saya. Nelson tłumaczy mi na czym polega saya, taniec ma swoja nawet logicznie brzmiącą historię. To taniec afrykańskich niewolników przywiezionych do Ameryki Południowej  i rzeczywiście wygląda trochę tak jakby nogi były „skute łańcuchem” i miały ograniczone możliwości ruchu. Tańczymy i nagle zaczyna się cueca. Jeden z Atacamenos „porywa mnie” i nawet nie wiem kiedy zaczynamy tańczyć w tłumie. Tłumaczy mi coś o kurach (bo taka podobno jeśli filozofia cueca), ale nic nie rozumiem. Jest głośno i tak tłoczno, że chyba nie ma już znaczenia w jaki sposób przebieram nogami bo i tak nie dotykam już nimi ziemi. Nagle ktoś szarpie mnie mocno i znowu zupełnie poza swoja wola siedzę przy stole. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy inni też siedzą przy stole, jedząc lokalne przysmaki i popijając piwo. „Co się dzieje” – pytam sąsiada. „Policja” – mówi szeptem, uśmiechając się do mnie atacameński przystojniak z brakującą górną jedynką. W San Pedro de Atacama surowo karane jest organizowanie imprez na których się tańczy. Trudno powiedzieć czy wynika to  z troski o bezpieczeństwo mieszkańców czy o spokój turystów bo zakaz w takim miejscu wydaje się być irracjonalny.  Mieszkańcy nauczyli się respektować zakaz w obecności policji i zapominać o nim kiedy policja znika z pola widzenia. Tak więc w obecności policji jem anticucho a kiedy policja znika wracam z wszystkimi atacamenos do cueca, cumbia i saya.

        

    26.09.2009

    Dotarliśmy do San Pedro de Atacama zwanym też San Perro (perro=pies), bo na każdej ulicy wałęsa się przynajmniej kilkanaście przyjaznych i dobrze odżywionych psiaków, albo San Pito bo na każdym rogu można kupić marihuanę. Sporo się zmieniło od czasu naszej ostatniej wizyty. Po pierwsze nie ma hostalu w  którym wtedy nocowaliśmy i co gorsza nie ma naszej ulubionej lokalnej knajpy w której zwykle jadaliśmy. A najgorsza zmiana jest taka, że duże piwo nie jest w butelkach półtoralitrowych ale zaledwie 0,900 ml ;).

    Zamieszkaliśmy w hostalu Paniri. Szybko zaprzyjaźniliśmy się z Nelsonem. Nelson przyjechał to zaledwie na 5 dni ale jakoś tak się stało, że siedzi tu już 3 miesiące (mam nadzieje, że nie podzielimy jego losu bo prawda jest, że w San Pedro łatwo utknąć;)). Czas nam mija na odwiedzaniu lokalnych knajp, dyskusjach i poznawaniu wszystkich znajomych których Nelson poznał tu w trakcie swojego pobytu. Znamy już ponad połowę miasta, a to dopiero drugi dzień ;). Śniadania jemy w nieco większym gronie bo zwykle jest z nami Ksymena i Daniela, które pracują w naszym hostalu. Obie są z Boliwii a śniadania upływają nam na dyskusjach, międzynarodowych  złośliwościach (jak do tej pory najbardziej obrywa się Chilijczykom ;)) i przy okazji konsumpcji ;). Sama się dziwię, ale takie „śniadanko” trwa około 3-4 godzin ;). Wszyscy mamy czas :D. 

    24.09.2009

    Dlaczego warto przyjechac do Chile? To nasza druga wizyta w tym kraju i sporo juz widzielismy. Tym razem przyjechalismy wlasciwie po to aby pomieszkac w miejscach ktore lubimy i spotkac sie ze znajomymi. A poza tym.......juz pierwszego dnia Jarek "oszalal" kiedy w sklepie zobaczyl dobre chiliskie wina, z dobrych winnic za cene okolo 2$. Jesli to jest reserva to za 3$. NIe chcial wyjsc ze sklepu a wychodzil z niego obladowany winami ;). Faceci ;). Poza tym na ulicach sa piekni ludzie i wszyscy sa usmiechnieci. Sa po prostu radosni :D. A Leszek....no i dla Ciebie jako wtajemniczonego info: Jarson zawsze sie gubi kiedy w poblizu sa urocze kolanowki, aby mogl zapytac o droge ;).

  • Informacje o miejscu
  • Przygotowanie - formalności
  • Koszty
  • Dojazd
  • Noclegi
  • Pamiątki
  • Warto wiedzieć
  • Atrakcje


  • Sponsorzy
  • Patronat medialny
  • Podziękowania
 
Komentarze do wyprawy: Ameryka na nowo ODKRYTA
 
Przysłany: 2010-01-16 11:47:33Skomentuj ten komentarz...
Też bym wrzeszczała ;). Testosteron kipi w tym kurzu......a może to estrogeny ;).
Napisał: Isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2010-01-14 15:21:48Skomentuj ten komentarz...
Cudowna idea, świetny materiał, fantastyczne zdjęcia. Ucałujcie proszę Claudie i Flavie.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2010-01-07 08:12:13Skomentuj ten komentarz...
Wyślijcie proszę do mnie takiego wielkiego ptaka abym mogłą znowu poszybować w niebo i polecieć w świat. Piękne lodowce, one zawsze mnie zachwycają.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-27 21:41:26Skomentuj ten komentarz...
„Może nawet do Patagonii…” mówił Janek Pradera z „Siekierezady” :))))))))))))))))))))) a ty sie mi mlody coraz bardziej podobasz!
Napisał: maugoska&tomek (maugoska@gmail.com)
Przysłany: 2009-12-23 17:56:48Skomentuj ten komentarz...
Najpierw deszcz, potem deszcz ze sniegiem a pozniej tecza:))) buziaki dla Ciebie Izula
Napisał: jaruch (jarek@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-23 17:53:55Skomentuj ten komentarz...
No wydawalo mi sie zbyt patetycznie wiec dorzucilem troche laciny:))
Napisał: jaruch (jarek@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-23 16:54:55Skomentuj ten komentarz...
Jaro, Magda i wszyscy którzy tam są..... na końcu świata na niebie pojawiła sie tęcza :). Na szczęście dla Was w Nowym Roku :). Kinga Choszcz mówiła "Każde marzenie jest nam dane wraz z siłą potrzebną do jego spełnienia". Jesteście dowodem na to, że miała rację. Wydaje się, że wszystko czego potrzebujecie już nosicie w sobie...dlatego teraz kiedy jesteście tak daleko od domu, na końcu świata, pamietajcie, że najpiękniejsze święta są w Polsce, ale Polska jest tam gdzie WY!!!!! Ściskam z całych sił...i przesyłam buziaki od bałwana Mietka, którego dziś ulepiłam w ogrodzie.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Przysłany: 2009-12-21 22:24:29Skomentuj ten komentarz...
Aaaaaaa, no i jeszcze jedno...nie byłabym sobą gdybym nie zapytała czy Eubalaena Australis to te wieloryby które sa na zdjęciach ? ;P uściski dla Was kochani i prześlijcie nam trochę słońca bo w Poland już prawdziwa zima...pada, pada śnieg. I to już kolejny dzień.
Napisał: isa (iza@odkryte.pl)
Dodaj nowy komentarz...
 
 
opisz swoją wyprawę
 
 

Jeżeli byłeś w miejscu, które chciałbyś opisać, jeżeli widziałeś coś co chciałbyś polecić innym przyłącz się do nas i napisz o tym! Z ochotą opublikujemy wspomnienia ludzi takich jak my - ciekawych świata, z pasją oddających się podróżom, przemierzających odległości z otwartymi oczami.

formularz dodawania wyprawy »
 
 
 
współpracujemy z:
 
  www.e-gory.pl  
  www.wyprawy.onet.pl  
  www.swiatpodrozy.pl  
  Góry - górski magazyn sportowy  
  Ceneria - outdorowa porównywarka cen  
  Chodzieski Dom Kultury  
  Chodzieskie Radio Internetowe  
  Magazyn Turystyki Górskiej