Za dwadzieścia lat
bardziej będziesz żałował
tego czego nie zrobiłeś,
niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny,
opuść bezpieczną przystań.
Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Mark Twain
   
 
    Góry na których byliśmy - Ameryka Południowa
 
« wszystkie kontynenty
Sajama
• wysokość:6542m n.p.m
• data wejścia:
2007-06-09 wyprawa: Za Bramą Słońca - Boliwia 2007
 
Praktyczne informacje:

 

Sajama 6542 mnpm

Najlepszy termin

Zdecydowanie czerwiec. W lipcu i sierpniu musisz się liczyć z twardym lodem, penitentami i bardzo silnym wiatrem.

Czas trwania

3 dni

Stopień trudności drogi klasycznej

PD za John Biggar,

Niezbędny sprzęt

Raki, czekan, uprząż, lina, kask, szable śnieżne

Dojazd

Transport publiczny

Z La Paz z terminal terrestre porannym autobusem do miejscowości Patacamaya (to autobus udający się w kierunku Oruro). Koszt biletu to 15 Bs. Można też pojechać do Patacamaya  autobusem lokalnym z tzw. Cementerio w La Paz. Koszt takiego busa to 7 Bs od osoby.

Z Patacama do wioski Sajama codziennie odjeżdża jeden autobus o godzinie 13.00. Przystanek jest przy jednej z restauracji. Warto być na tym przystanku już o godzinie 11.00 bo wtedy bus powinien podjechać na przystanek. Późniejsze dotarcie na miejsce wiąże się z tym że albo nie będziesz miał miejsca siedzącego w busie albo jeśli szybciej zbiorą się pasażerowie to autobus odjedzie (a w ciągu dnia jest tylko jeden). Koszt przejazdu busem z Patacama do wioski Sajama to 25 Bs.

 W drodze powrotnej bus z wioski Sajama do Patacamaya odjeżdża codziennie o godzinie 6.00 rano. W niedziele o 4.30 rano. Wiele osób w niedziele udaje się na targ w Patacamaya dlatego warto dzień wcześniej około godziny 17.00 kiedy bus przyjeżdża do Sajamy udać się do kierowcy i zarezerwować sobie miejsce.   

Opis drogi wraz z obozami

Dzień pierwszy

Wioska Sajama 4100 mnpm – campo base 4800 mnpm, czas przejścia około 4 h, muły dochodzą do campo base

Dzień drugi

Campo base 4800 mnpm – campo alto 5600 mnpm, czas przejścia około 5h. High camp jest na granicy lodowca i nie ma tam miejsca na wiele namiotów.

Dzień trzeci

Campo alto 5600 mnpm – szczyt Sajama 6542 mnpm- powrót do wioski Sajama. Czas wejścia na szczyt około 6-8 h

 

Koszty

Bilet autobusowy z La Paz do Patacamaya – 15 Bs,

Bilet autobusowy z  Cementerio w La Paz do Patacamaya 7 Bs

Taxi Cementerio – centrum La Paz – 6 Bs

Muły – 200 Bs za muła do bazy i z powrotem

Nocleg w wiosce Sajama – 15 -20 Bs od osoby

Mapy

BIGM sheet 5839-IV,1:50 000

Uwagi:

 W sierpniu i wrześniu penitenty mogą osiągać spore rozmiary.

 

Topo Sajama za http://www.ande-mesili.com/

 

Opis:

Legenda mówi, że Illimani górujący nad La Paz z zazdrości o wysokość odciął głowę sąsiedniej górze Mururata i wyrzucił ją daleko od La Paz.. Tak właśnie powstała Sajama, najwyższy szczyt Boliwii 6542 m n.p.m.
Chcemy stanąć na dachu Boliwii i przeżyć przygodę...

 

Brak plecaka, sprzętu i kilka innych okoliczności sprawiają, że postanawiamy skorzystać z oferty agencji górskiej Adolfo Andino (zresztą godnej polecenia) i jedzie z nami guide Paulino. Decydujemy się na transport publiczny, bo wydaje nam się, że wtedy czeka nas większa przygoda. I to prawda, to zdecydowanie prawda.

 

Siedzimy właśnie w autobusie na około 20 osób. Okazuje się jednak, że może on pomieścić zdecydowanie więcej. W autobusie unosi się zapach jedzenia. Rozpoznaje mandarynki. Innych zapachów nie potrafię zidentyfikować a jest zbyt tłoczno abym mogła cokolwiek zobaczyć. Zapewne jednak, co jest tu bardzo powszechne, wszyscy jędzą teraz obiad z woreczków foliowych. Na ulicach, w sklepach i w autobusach widać Boliwijczyków, którzy nieustająco są w porze lunchu. Woreczki foliowe to nieodłączny element ich ekwipunku i jędzą z nich absolutnie wszystko - choć wydaje się to niemożliwe, jędzą z nich również zupę...

 

Moje senne obserwacje zachowań współtowarzyszy podróży przerywa blokada na drodze. Jak się okazuje dotyczy cystern z gazem. Wszystkie inne samochody, łącznie z naszym autobusem przepuszczane są boczną drogą. Hasła wypisane na ścianach i murach emanują entuzjazmem dotyczącym Evo Moralesa. Kiedy jednak patrzę na blokady, słucham o strajkach, mam wrażenie, że wśród ludzi ten entuzjazm topnieje.

 

Wreszcie docieramy do wioski Patacamaya. Tu kupujemy baterie, jemy lunch, przesiadamy się do innego busa i wyruszamy do wioski Sajama.

 

Wydawało mi się, że teraz dotrzemy do wioski maksymalnie w 3 godziny, zdążymy wynająć muły i jeszcze dziś dotrzemy do bazy.

 

To, że siedzę teraz w „jadłodajni” w wiosce Sajama, popijam mate de coca najlepiej świadczy o tym jak bardzo byłam w błędzie. Po pierwsze bus wyjechał z godzinnym opóźnieniem, bo czekaliśmy na jednego pasażera, który natychmiast po tym jak wsiadł do busa beztrosko zasnął. Kierowca próbował odwrócić uwagę pozostałych pasażerów (choć nie mam pojęcia po co, bo tu i tak nikt czasu nie traktuje poważnie) jeżdżąc w kółko po mieście i zatrzymując się średnio co 200 metrów. Poza tym ta podróż nauczyła mnie, że boliwijskie busy są z gumy. Do busa, w którym wygodnie podróżować może około 8 osób, można również wepchnąć 21. Nie mogłam uwierzyć, ale coraz bardziej jestem przekonana, że Boliwia jeszcze nie raz mnie zaskoczy i pewnie wielu rzeczy nauczy...

 

08.06.2007

 

Wstajemy wcześnie bo przed nami długa droga. Nie zatrzymamy się w bazie na nocleg, ale od razu pojedziemy do campo alto. O świcie nie ma już śladu po zapachu kadzidła, którym wczoraj pachniała cała Sajama. To prawdopodobnie z powodu palenia traw przez Indian na altiplano.

 

Sajama to wioska często odwiedzana przez turystów z powodu gejzerów i gorących źródeł. Leży ona u podnóża 3 wulkanów: Parinacota, Pomerape i Sajama. Znacznie mniejsza ilość turystów przyjeżdża tu zdobywać góry, choć akurat Sajama daje ku temu powody, bo jest najwyższym szczytem Boliwii.

 

Jemy śniadanie, część sprzętu pakujemy na muły i wyruszamy. Idziemy drogą pomiędzy wulkanami, lamy przyglądają nam się z ogromną ciekawością i ufnie pozują do zdjęć. Są takie dostojne, a przyozdobione kolorowymi kawałkami wełny wyglądają jak damy.

 

Docieramy do bazy. Tam czekamy na muły, pakujemy plecaki i wyruszamy do campo alto na wysokość 5600 m n.p.m. Droga jest coraz bardziej stroma i coraz trudniej się wchodzi ze względu na piarg. Dwa kroki w górę i zsuwam się w dół - i tak bez końca. Wreszcie widać namioty na campo alto. Jeszcze kilka metrów zapadania się w pyle wulkanicznym i jesteśmy na miejscu.

 

To maleńki obóz na maksymalnie 5 namiotów. Jest miejsce dla nas, bo oprócz nas jest jeszcze tylko jeden zespół z Colorado. Są tu od dwóch dni i trochę z politowaniem i niedowierzaniem patrzą na nas, kiedy mówimy, że dziś wyruszyliśmy z wioski i dziś w nocy atakujemy szczyt. Rozbijamy namiot, Paulino gotuje herbatę i ciepła kolacje. Przed nami około 5 godzin na odpoczynek przed atakiem szczytowym. O spaniu nawet nie marzę...

 

09.06.2007

 

Najtrudniej wyjść ze śpiwora. Nawet w namiocie czuje przejmujące zimno. Sajama ma opinie lodowej i niezbyt gościnnej damy. Wyraźnie to czuję każdym receptorem. Jest zimno i wieje lodowaty wiatr.

 

Dość marudzenia, czas wstawać (choć nie bez trudu). Do namiotu wpada na chwilę Paulino. Jemy śniadanie. Paulino przygotował mate de coca. Mam ochotę, aby chwila, w której trzymam w dłoniach gorący kubek z herbatą trwała wiecznie.

 

Nie trwała!
Uprząż, raki, czekan, czołówka i ruszamy.

 

Już na początku uderzają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, nie ma tu drogi. Każdy idzie tak jak mu wygodnie, co może być zgubne, bo w wielu miejscach lodowiec jest przepaścisty. Po drugie, już od samego campo alto zaczyna się pole penitentów. Powiedziałabym nawet, że prawie cała Sajama jest nimi najeżona.

 

Pamiętam, kiedy będąc w Chile na Lascarze zachwycałam się ich niezwykłym kształtem widzianym w świetle księżyca. Jak grupa modlących się pokutników. Dziś odkrywam inne znaczenie słowa PENITENTY. I nadal związane jest ono z pokutą, tylko tym razem tych, którzy muszą się przez nie przedrzeć.

 

Mówi się, że Sajama nie jest górą trudną technicznie i to prawda, ale nadużyciem było stwierdzenie, że to góra łatwa. Lodowiec jest stromy, trzeba mieć dość dużą tolerancję na ekspozycje, bo sporo przepaścistych miejsc na grani a ponadto penitenty, brak drogi, silny, lodowaty wiatr i przenikliwe zimno utrudniają wspinanie. Odcinki skalne zmuszają do większej koncentracji a naszym wysiłkom przygląda się nadgryziony w połowie księżyc. Idziemy, idziemy, idziemy...

 

Prawie błagam Paulino, aby poszedł trawersem bo lodowiec jest stromy a tubylcy z tego co widzę chodzą direct do celu (pewnie trzeba się urodzić na wysokości ponad 4000 m n.p.m. żeby pozwolić sobie na taką, w moim przekonaniu, ekstrawagancję...).Kilkakrotnie wydaje mi się, że widzę szczyt. Pytam Paulino "Es la cumbre?". A Paulino za każdym razem odpowiada, że nie. Mam nadzieję, że okłamuje mnie po to, aby za chwilę zrobić mi niespodziankę i oznajmić, że jestesmy na szczycie. Niestety Paulino nie kłamie.

 

Jestesmy coraz wyżej, coraz trudniej się oddycha, wieje coraz silniejszy wiatr i jest coraz zimniej. Wchodzimy od południowo - zachodniej strony więc nawet wschodzące słońce nas nie rozgrzewa.

 

Kiedy tracę nadzieję, Paulino wreszcie mówi, że jestesmy na szczycie. Szczerze mówiąc już dawno wydawało mi się, że na nim jesteśmy, ale na Sajamie pateau szczytowe jest tak dużych rozmiarów, że kiedyś rozegrano na nim mecz piłki nożnej. Trzeba umieć znaleźć punkt uznawany za szczyt.

 

Zatem to jest SAJAMA. Zimna, niegościnna i najwyższa w Boliwii - 6542 m n.p.m.

Czas wracać do wioski!

 
opisz swoją wyprawę
 
 

Jeżeli byłeś w miejscu, które chciałbyś opisać, jeżeli widziałeś coś co chciałbyś polecić innym przyłącz się do nas i napisz o tym! Z ochotą opublikujemy wspomnienia ludzi takich jak my - ciekawych świata, z pasją oddających się podróżom, przemierzających odległości z otwartymi oczami.

formularz dodawania wyprawy »
 
 
 
współpracujemy z:
 
  Magazyn Turystyki Górskiej  
  Magazyn górski  
  Ceneria - outdorowa porównywarka cen  
  www.wyprawy.onet.pl  
  Globtroter  
  Serwis wspinaczki mikstowej  
  Góry - górski magazyn sportowy  
  www.e-gory.pl  
  www.swiatpodrozy.pl  
  Poznański Klub Podróżnika  
  Chodzieski Dom Kultury  
  Radio Afera  
  planynawakacje.pl