Za dwadzieścia lat
bardziej będziesz żałował
tego czego nie zrobiłeś,
niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny,
opuść bezpieczną przystań.
Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Mark Twain
   
 
    Góry na których byliśmy - Ameryka Południowa
 
« wszystkie kontynenty
Ojos del Salado
• wysokość:6893m n.p.m
• data wejścia:
2005-11-17 wyprawa: Od mrozu pustyni po zieleń winnic -Chile
 
Praktyczne informacje:

 

Ojos del Salado 6893 mnpm.

Termin w jakim odbyła się nasza wyprawa

17.11.2005. Wchodziliśmy od strony chilijskiej ale jest tez możliwość, dużo tańsza i podobno łatwiejsza zdobywania góry od strony argentyńskiej.

Najlepszy termin

Sezon trwa od listopada do marca, przy czym, w listopadzie i grudniu można się spodziewać bardzo silnego, lodowatego wiatru. W styczniu i lutym są bezwietrzne dni, świeci słońce, ale zdarza się tzw. "bolivian wind", co w praktyce oznacza, że podczas wspinaczki nagle nad górą pojawia się wielka chmura, z której sypie śnieg i w kilka minut pokrywa Ojos del Salado białą "kołderką".

 Jeśli wolisz silny, lodowaty wiatr listopad i grudzień to dobre dla ciebie miesiące. Jeśli wolisz wspinać się w śniegu, ale w bezwietrznej i słonecznej pogodzie, wybierz styczeń lub luty.

Czas trwania

4 dni w standardowej wersji. Prawdę mówiąc czas pobytu na Atakamie zależy od twojej aklimatyzacji.

Aklimatyzacja

Jeśli nie masz ochoty na wycieczkę do San Pedro de Atacama (choć z całą pewnością warto tu przyjechać) i zdobywanie tam okolicznych szczytów w celach aklimatyzacyjnych i zamierzasz wynająć samochód na Atacamie jest cała mała jednodniowych łatwych szczytów które z pewnością pozwolą co zdobyć dobrą aklimatyzację. Dla przykładu od strony chilijskiej Mulas Muertas, Barrancas Blancas, Vicunas i wiele innych.

Stopień trudności drogi Inków  

F/PD za John Biggar

Niezbędny sprzęt

Raki, czekan,  

Dojazd

Baza wypadową na Ojos del Salado od strony chilijskiej jest Copiapo. Tam możesz załatwić transport lub wynająć auto którym dojedziesz  do samej bazy pod górą Campamento Atacama na wysokości 5200m.  

Opis drogi wraz z obozami od strony chilijskiej

Tak na prawdę ilość dni które spędzisz na Atacami zależy od Twojej aklimatyzacji, bo jeśli przyjedziesz do campamento atacama zaaklimatyzowany to możesz zdobywać górę już pierwszego dnia po przyjeździe. Jeśli chcesz się aklimatyzować na szczytach będących w sąsiedztwie Ojosa spędzisz na Atacamie odpowiednio więcej dni.

Standardowy schemat wejścia wygląda następująco:

1 dzień

Copiapo – laguna verde 4300 mnpm lub od razu campamento atacama 5200 mnpm (przejazd autem)

2 dzień

Campamento atacama 5200 mnpm – refugio Tejos 5750 mnpm (tu już nie ma wsparcia auta, idziesz do góry i koniecznie musisz ze sobą wynieść wodę)

3 dzień

Refugio Tejos 5750 mnpm- szczyt 6893 mnpm  – campamento atacama  5200 mnpm

4 dzień

Campamento Atacama 5200 mnpm – Copiapo (powrót autem)

 

Koszty

  1. Pozwolenie na wejście na górę – 160$ od osoby
  2. Wynajęcie samochodu w firmie avis – 150$ za każdy dzień. Płacisz także wtedy kiedy auto czeka na Ciebie w bazie.

Mapy

Alpenverreinskarte 0/13; Nevado Ojos del Salado; Chile/Argentina trekking 1:100 000; Deutscher Alpenverein 2004; http://www.alpenverein.de/  

Istotne kontakty

1. Aventurismo Expediciones; Maximiliano Martinez Espinoza; P.O.Box 134 Caldera; CHILE; tel. 56 52 316395, kom. 09 8816351; internet: www.aventurismo.cl; e-mail: aventurismo@entelchile.net.
ojosdelsalado@aventurismo.cl

U Seniora Espinozy załatwisz transport a takze pozwolenie. Jednak pozwolenie możesz załatwic samodzielnie w ministerstwie turystyki.

2. Pozwolenie załatwisz też na stronie http://www.difrol.cl/

Uwagi:

  1. Możesz wejść na Ojos poza sezonem, czyli od kwietnia do października. Wówczas nie płacisz za pozwolenie. Procedura pozyskania pozwolenia jest taka sama - zgłoszenie do ministerstwa turystyki, wyznaczenie kalendarza swojej wyprawy itp. Jedyna różnica jest taka, że za to nie płacisz.
  2. Jeśli wypożyczasz auto i jedziesz na pustynię koniecznie zadbaj o odpowiednią ilość dodatkowego paliwa. Prawdopodobnie na pustyni przez wiele setek kilometrów nie spotkasz nikogo, kto będzie mógł ci pomoc, jeśli ci tego paliwa zabraknie. Sprawdź pojemność baku, spalanie i ilość kilometrów (dobrze to sprawdź bo miejscowym zdarza się podać, pewnie przez roztargnienie błędne informacje). Nie zapomnij o niczym, bo na pustyni będziesz zdany na siebie... albo licz na szczęście.
  3.  Pamiętaj też o dobrej mapie (a takie kupisz w alpenverein) lub namiarach GPS.
  4.  Auto najbezpieczniej wypożyczyć w międzynarodowej firmie.

 

Opis:

Ojos del Salado 6893 mnpm

 

11.11.2005

Zgodnie z planem przyjechaliśmy do Copiapo. Tu czeka nas cała masa spraw organizacyjnych. Wynajem samochodu zajmuje znacznie więcej czasu niż przypuszczaliśmy. Kiedy spóźniony o 2 godziny pracownik przychodzi do biura wynajmu już wiemy, że nie zdążymy wyjechać dziś na pustynię. Musimy zmienić opony na bardziej wytrzymałe i użyteczne w trudnych górskich warunkach, dodatkowe paliwo itp. Trudno...

W związku z kradzieżą sprzętu udajemy się tez do Aventurismo. Musimy zapłacić za pozwolenie na wspinanie na Ojos i jeśli to możliwe wynająć brakujący sprzęt. Dzięki olbrzymiej uprzejmości i zrozumieniu właścicieli Aventurismo udaje nam się skompletować sprzęt.

Jutro ruszamy.

 

12.11.2005

 

Mamy dzień spóźnienia wiec nie zatrzymujemy się na nocleg tak, jak zwykle to wszyscy robią w Laguna Sanata Rosa - 3800 m n.p.m. Zatrzymujemy się tylko na chwilę przy stadzie flamingów. Nie ma tam oprócz nich absolutnie nikogo. Przemierzając setki kilometrów na pustyni nie spotkaliśmy żywej duszy.

 

Pustynia zmieniała swój koloryt. Skały stawały się piaszczystymi wydmami, wydmy zamieniały się w bezkresne płaskowyże - czasem kamieniste, czasem pokryte drobnymi trawami. Zachwyca, jak mała kropla wody daje początek nowemu życiu na pustyni. Wszędzie tam, gdzie pojawia się żółty lub zielony kolor, są drobne rośliny, które potrafią wykorzystać odrobinę wiosennej wilgoci.

 

Już przy Santa Rosa zadziwia to, że jest bardzo zimno. Zakładamy ciepłe polary. To dla mnie niespodzianka - zawsze myślałam o pustyni, jak o miejscu, gdzie palące słońce wysusza wszystko dookoła. Tu, na Atacamie, wszystko wysusza wiatr. Jest tak silny, że zostawienie otwartych drzwi w samochodzie grozi ich urwaniem. Mam nadzieję, że ten wiatr jest chwilowy… Niestety, ta nadzieja do końca zostaje niespełniona.

 

Na Santa Rosa po raz pierwszy odsłania się Nevado Tres Cruces. Jest taki piękny i potężny, że emocje, jakie budzi, zapierają dech w piersiach.

Jedziemy do Laguna Verde – 4500 m n.p.m. - gdzie rozbijamy namiot.

 

13.11.2005

 

Pierwsza noc należała do bardzo zimnych. Jak się później okazało wszystkie noce są tu takie. Od pierwszego dnia zakładamy na siebie wszystkie ubrania, które mamy. Jest straszliwie zimno i w dodatku wciąż wieje lodowaty wiatr. Przestaje wiać tylko na około dwie godziny rano.

 

Budzimy się, rozbijamy zamarznięta wodę w butelce, aby ugotować kubek gorącej herbaty. Ręce tak marzną, że musimy nosić rękawiczki. Zimno rekompensuje piękny widok Laguna Verde. Kolor tego jeziora zmienia się wraz z porą dnia - od czystego błękitu o poranku, poprzez turkus, aż do ciemnego granatu wieczorem. Jest piękne.

 

Na brzegu laguny są gorące źródła, które w weekendy ściągają tu turystów na ciepłe mineralne kąpiele. My przyzwyczajamy się do tego, że wszystko ma lekko słony smak.
Zostaniemy tu do jutra.

 

W ciągu dnia wychodzimy aklimatyzacyjnie na Mulas Muertas, około 5800 m n.p.m. Wieczorem musimy dopełnić jeszcze jednego obowiązku - pozostawić paszporty u carabineros, którzy stacjonują przy Laguna Verde. Z rozmowy wynika, że nie jest to znowu taki poważny obowiązek i moglibyśmy umknąć uwadze carabineros, ale skoro już się pojawiliśmy, niezręcznie było się wycofać. Tym bardziej ze carabineros, jeśli już ktoś potraktuje ich poważnie i przyjedzie do nich z paszportem, w teatralny wręcz sposób demonstrują powagę sytuacji i swoją władzę. Trochę to śmieszy a my byliśmy nawet poirytowani, bo dowiezienie i później odbiór paszportów z Laguna Verde to w sumie około 52 km ( dla nas bardzo dużo, bo zaczęliśmy mieć obawy, że mimo dodatkowego baku paliwa nie wystarczy nam go na powrót).

Kolejny mroźny poranek. Znowu rozbijamy lód w butelce na kubek herbaty. Staje się to codziennym rytuałem. W nocy było – 10 stopni Celsjusza! Namiot w środku jest oszroniony, wydychana przez nas para natychmiast zamarza. Czekamy aż pierwsze słoneczne promienie ogrzeją namiot, choć trochę.

 

Wreszcie... Szybkie śniadanie i codzienna krzątanina, zanim znowu zerwie się lodowaty wiatr.

 

Dziś składamy nasz tekstylny "dom" i jedziemy do Atacama Refugio. Warunki do jazdy są tu bardzo trudne. Nasz GPS zwariował. Mamy namiary GPS, ale niestety droga, którą wskazuje, w dużej mierze prowadzi przez olbrzymie penitenty. Są cudne, ale niestety blokują nam przejazd. Szukamy objazdów, tracimy paliwo, nigdzie nie widać drogi. Ojos del Salado nie jest popularną górą, w dodatku dopiero teraz, od tygodnia, trwa sezon. Nie ma więc śladów kół innych aut. Jedyne, co nas prowadzi, to intuicja i doświadczenie w terenowej jeździe Leszka.

 

Wreszcie, przebijając się przez ogromne głazowiska, docieramy na wysokość 5200 m n.p.m. Jak najszybciej rozbijamy namiot żeby schronić się przed lodowatym wiatrem. Noc zaczyna się dla nas bardzo szybko...

 

Chronimy się we trójkę przed zimnem i wiatrem w namiocie. Jedyne, co możemy tam robić, to zasnąć i to już około godziny 18:00. Tym bardziej, że w nocy znowu będzie tak zimno, że trudno zasnąć, bo zimne stopy i szalejący wiatr budzą co kilka godzin.

 

Leszek nie czuje się najlepiej, a my z Jarkiem wychodzimy wynieść wyżej trochę wody. Przyda się w Refugio Tejos.

 

15.11.2005

 

W nocy było koszmarnie zimno. Jesteśmy już zmęczeni zimnem i wiatrem. Wiatr wieje tak mocno, że jeśli trzeba iść pod wiatr, to odbiera oddech. Nie mamy więcej ciepłych ubrań, a wszystko, co mięliśmy, nosimy na sobie. Rozmawiam z Alberto, który w Refigio Atacama pełni rolę koordynatora wejść na górę. Alberto mówi, że listopad i grudzień to bardzo zimne i wietrzne miesiące. Wiem już, że lepiej nie będzie. Będzie zimno i będzie wiał ekstremalnie silny wiatr. Niestety, tego nie przewidzieliśmy. Wszystkie relacje, które czytaliśmy na temat tej góry mówiły o tym, że sezon trwa od listopada do marca. Żadna z nich nie mówiła jednak o tym, że w sezonie są jeszcze dwa sezony...
Tego dnia znowu wychodzimy wyżej. Leszek czuje się już lepiej.

 

16.11.2005

 

Wyruszamy do Tejos Refugio. Zabieramy wszystko, co będzie nam potrzebne u góry i podczas ataku szczytowego. Nie ma tego aż tak wiele, tym bardziej, że wszystkie ubrania nosimy na sobie. Trochę sprzętu, jedzenie i woda. Idą z nami jeden Francuz i dwóch Chilijczykow. Są zmęczeni a Erick (Francuz) nie czuje się ostatnio najlepiej. U nas ze zdrowiem też coraz gorzej. Leszek trochę ma problem z palcami, to nie są jeszcze odmrożenia, ale jest na dobrej drodze. Jarek właśnie skończył leczenie antybiotykami, ale mówi, że czuje się dobrze. Ze mną też jest ok… przynajmniej tak mi się wydawało.

 

Jest początek sezonu, więc wiemy, że przed nami nie było na szczycie żadnego zespołu, co trochę nas martwi, bo nie będzie widać drogi. Jest w tym oczywiście dreszczyk emocji, mamy szansę być pierwsi.

 

Docieramy do Tejos Refugio. Tejos to blaszany kontener na wysokości 5800 m n.p.m., który jak oaza ratuje życie wspinaczom. Tejos chroni przed wiatrem (przed mrozem nie specjalnie, bo o poranku w kontenerze było – 12 stopni Celsjusza).

 

Kiedy docieramy do Tejos, mój od początku bagatelizowany ból gardła i ucha dają o sobie znać ze zdwojoną siłą. Z chwili na chwile czuję się coraz gorzej - ból głowy, trudności w oddychaniu, niemiarowe bicie serca, mdłości... Klasyczne objawy choroby wysokościowej, co trochę mnie dziwi, bo nie jestem po raz pierwszy na takiej wysokości, nawet podczas tej wyprawy.
Przejdzie...

 

Ale nie przechodzi. Jest coraz gorzej. Nie tylko nie zabrałam antybiotyków na moje ucho (bo po co dźwigać) ale też leczenie powyżej 5000 m n.p.m. mija się z celem. Czuję się coraz bardziej osłabiona i kiedy podmuchy lodowatego wiatru przewracają mnie kilka razy, ze łzami w oczach podejmuję decyzję o tym, że na 5800 m n.p.m. kończy się dla mnie przygoda z Ojos del Salado, przynajmniej w roku 2005.

 

Chłopcy, wiedząc, że musze jak najszybciej zjechać na dół, podejmują decyzję o tym, że tej nocy zaatakują szczyt.

Godzina 4 rano. Temperatura na zewnątrz -25 stopni Celscjusza, w kontenerze -12 stopni. Dla mnie nic się nie zmieni tego dnia, ale jestem podekscytowana i trzymam kciuki za Jarka i Leszka. Bardzo chcę, aby udało im się wejść na szczyt.
Wreszcie wychodzą. Wychodzi z nimi Erick i dwóch Chilijczykw. Teraz mogę tylko sobie wyobrażać, co czują. Słyszę silne podmuchy wiatru a jeszcze pamiętam jak bardzo jest lodowaty. Mam gorączkę, więc jest mi na przemian zimno i gorąco (preferuję ten stan, kiedy mi gorąco).

 

Po trzech godzinach wraca Leszek i natychmiast walczy o swoje palce. Wycofał się z wysokości około 6000 m n.p.m. Trudno powiedzieć, jak skończyłaby się ta przygoda dla Leszka, gdyby się nie wycofał. Przypuszczam, że bylibyśmy teraz w jednym ze szpitali albo właśnie walczylibyśmy o wcześniejszy powrót do kraju po to, by ratować jego stopy.

 

Jarek walczy dalej. Coraz silniejszy wiatr, coraz częstsze podmuchy. Około godziny czternastej słyszę przez radio jak Erick mówi, że są na 6400 m n.p.m., ale zawracają. Słyszę też Jarka, który mówi, że idzie dalej. Trochę się martwię. Wiem, że droga jest niewidoczna, wiem jak bardzo ten wiatr odbiera siły i wychładza. W dodatku Jarek idzie w pożyczonym sprzęcie. Prawie nic nie jest jego, wiec trudno powiedzieć czy może liczyć na buty, raki, rękawice itp. Musi przekroczyć potężne pole śnieżne a nie ma ze sobą czekana.

 

Jestem zła, że jestem chora i nie ma mnie tam, gdzie chciałabym być. Po kolejnych dwóch godzinach słyszę przez radio Jarka głos "schodzę na dół". Czuję się bardziej spokojna, choć wiem, że naprawdę będę spokojna dopiero wtedy, kiedy Jarek już będzie na dole. Wiem, że w górach zejścia są najtrudniejsze, bo ludzie są najbardziej zmęczeni, spieszą się na dół, są mniej uważni.

 

Jarek dotarł na wysokość 6740 m n.p.m. Był blisko szczytu, bo góra ma 6893 m n.p.m. Jemu więc najtrudniej pogodzić się z faktem, że nie stanął na szczycie. Jest mi smutno, że nie stanęliśmy na szczycie Ojos del Salado. Pamiętam jednak, że kiedyś, kiedy zdobywając jedną ze swoich gór, majacząc w gorączce, zakładałam raki, ktoś bardzo mądry powiedział mi "ta góra tu zostaje, jeśli będziesz żywa i cała, zawsze możesz tu wrócić. Ona będzie czekać". Pamiętam to zdanie bardzo wyraźnie i staram się je sobie przypominać, kiedy upór bierze górę nad rozsądkiem.

 

Ze względu na stan naszego zdrowia Witold Paryski nadal jest pierwszym i jedynym polskim zdobywcą Nevado Tres Cruces. Choć nadal, kiedy zamykam oczy, widzę potężne kształty Tres Cruces dokładnie takie, jak widziałam je oglądając się za siebie, kiedy wyjeżdżaliśmy z Santa Rosa, wiem, że to była słuszna decyzja. Fajnie jest robić coś po raz pierwszy, fajnie jest kroczyć śladami pierwszych zdobywców, ale jeszcze fajniej jest mieć z tego prawdziwą radość i satysfakcję... dlatego, że jest się w miejscu, o którym się marzyło a nie dlatego, że bije się rekordy.
Kiedyś tu wrócę, pewnie w w lutym albo styczniu, bo nad lodowaty wiatr preferuję śnieg.

 

Atacama to jedno z najbardziej niegościnnych miejsc na ziemi… Kiedy pisałam te słowa miesiąc temu, nawet w 1/10 nie miałam pojęcia, co to oznacza. Pamiętam wyprawy na lodowce Pamiru czy Cordyliera Blanca w Peru. Noce były zimne, ale w ciągu dnia mogliśmy wspinać się w krótkich rękawkach i ogrzać się nawet na wysokości powyżej 5000 m n.p.m. Pamiętam, że kiedy otrzymaliśmy pozwolenie na zdobywanie Ojos del Salado, powiedziałam "teraz nic nas nie powstrzyma przed zdobyciem tej góry". Dziś, z pokorą przyznaję, że nawet nie miałam pojęcia, jak bardzo się mylę. Tu, na Atacanmie, mimo wciąż błękitnego nieba i świecącego słońca, nie było ani jednego ciepłego dnia.

 

Dziś, kiedy piszę, że Atacama to jedno z najbardziej surowych i niegościnnych miejsc na świecie dokładnie wiem, co to oznacza, bo jeszcze czuję zimny dreszcz, jak oddech Atacama, na moich plecach. Atacama jest piękna - z gamą kolorów lagun, różnych odcieni maleńkich oaz, kolorów skał i piasku. W krajobraz Atacamy w moich oczach na zawsze wpisany zostanie silny lodowaty wiatr i brak zapachów. Atacama nie pachnie - woda, padłe zwierzęta, piasek... wszystko jest bez zapachu. Jest bezludna, jakby nikt nie chciał burzyć tego surowego porządku.

 
opisz swoją wyprawę
 
 

Jeżeli byłeś w miejscu, które chciałbyś opisać, jeżeli widziałeś coś co chciałbyś polecić innym przyłącz się do nas i napisz o tym! Z ochotą opublikujemy wspomnienia ludzi takich jak my - ciekawych świata, z pasją oddających się podróżom, przemierzających odległości z otwartymi oczami.

formularz dodawania wyprawy »
 
 
 
współpracujemy z:
 
  Magazyn Turystyki Górskiej  
  Magazyn górski  
  Ceneria - outdorowa porównywarka cen  
  www.wyprawy.onet.pl  
  Globtroter  
  Serwis wspinaczki mikstowej  
  Góry - górski magazyn sportowy  
  www.e-gory.pl  
  www.swiatpodrozy.pl  
  Poznański Klub Podróżnika  
  Chodzieski Dom Kultury  
  Radio Afera  
  planynawakacje.pl