Za dwadzieścia lat
bardziej będziesz żałował
tego czego nie zrobiłeś,
niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny,
opuść bezpieczną przystań.
Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Mark Twain
   
 
    Góry na których byliśmy - Ameryka Południowa
 
« wszystkie kontynenty
Alpamayo
• wysokość:5947m n.p.m
• data wejścia:
2009-06-10 wyprawa: Ameryka na nowo ODKRYTA
 
Praktyczne informacje:
 Alpamayo 5947 mnpm
Termin w jakim odbyła się nasza wyprawa Czerwiec 2009
Najlepszy termin Najlepszy czas na wspinanie w północnym Peru to maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień przy czym w lipcu należy się spodziewać najbardziej stabilnej pogody i najlepszej kondycji śniegu.
Czas trwania 6 dni przy założeniu, że korzystasz ze wszystkich obozów. Przy dobrej aklimatyzacji 4 dni
Aklimatyzacja Przed wyjściem na Alpamayo warto zaaklimatyzować się na jednym z łatwych i szybkich (2-3 dni) szczytów w okolicy Huaraz. Najpopularniejszy szczyt to Pisco 5752 m npm.
Z Huaraz transportem publicznym tzw bus collectivo za 6 soli jedziesz do miejscowości Yungay. Tam za około 40 soli jedziesz do Cebollopampa. Dalej trek do bazy pod Pisco i dalej na szczyt. W bazie pod Pisco jest schronisko gdzie można coś wypić i zjeść.
Stopień trudności French direct Za John Biggar D/TD, za Brad Johnson D+.

Stopień nachylenia w znacznej części drogi 70 stopni. Miejscami 80.

Ze względu na znaczny tłok w ścianie spore utrudnienia stanowi spadający śnieg i sypiący się lód. Ze względu na to warto być w ścianie pierwszym ;).
Niezbędny sprzęt Raki, dziaby, uprząż, lina, kask, śruby lodowe i szable śnieżne
Dojazd

Transport publiczny
Busem z Huaraz do Caraz (cena biletu 6 soli). Dalej łapiesz taxi
Caraz – Cashabampa (koszt biletu 15 Soli jeśli masz na „pokładzie” Peruwiańczyka. Jeśli nie normalna cena dla obcokrajowców to około 50 Soli).


Transport prywatny
Samochód możesz wynająć w zasadzie w każdej agencji w Huaraz w cenie około 100$.

Opis drogi wraz z obozami

Wersja standard z wykorzystaniem wszystkich obozów
1 dzień – wyjeżdżamy z Huaraz i docieramy Cashapampy. Możesz skorzystać tu z transportu bezpośredniego z Huaraz (taxi) albo pojechać transportem publicznym do Caraz i dopiero tam złapać taxi za około 15 S do Cashabampy.
W Cashapampie wynajmujemy muły i idziemy do obozy Llamacoral – 3700 mnpm.
Czas przejścia Cashabampa – llamacoral – 2,5 h (bez plecaków)
2 dzień – Llamacoral 3700 mnpm - Baza 4300 mnpm. Czas przejścia 3,5 h
3 dzień – Baza 4300 mnpm – Campo Morena 4900 mnpm. Czas przejścia 2 h (to pierwszy dzień ze sprzętem na plecach)
4 dzień – Campo Morena 4900 mnpm – Campo Alto 5500 mnpm. Czas przejścia 3 h.
5 dzień – Campo Alto 5500 mnpm – szczyt 5947 mnpm – Baza 4300 mnpm. Czas wejścia na szczyt z Campo Alto drogą francuską to około 5-6 h w zależności od tłoku na drodze, a ten bywa spory.
6 dzień – Baza – Cashabampa – Huaraz
 

Wersja Express
1 dzień - Wyjeżdżamy z Huaraz i docieramy Cashapampy. Dalej wynajmujemy muły i idziemy Cashapampa – campo base 4300 mnpm. Czas przejścia 5-6 h
2 dzień - Campo base 4300 mnpm – campo alto 5500 mnpm Czas przejścia 4-5 h
3 dzień - Campo alto 5500 – szczyt 5947 mnpm. Czas przejścia 5-6 h w zależności od tłoku w ścianie. Zejście do campo base
4 dzień - Campo base – Cashapapma – Huaraz

Koszty Transport prywatny Huaraz – Cashabampa – 100$
Bilet autobusowy Huraraz – Caraz – 6 Soli
Taxi Caraz – Cashabampa – 15 Soli jeśli masz na „pokładzie” Peruwiańczyka. Jeśli nie normalna cena dla obcokrajowców to około 50 Soli.
Bilet wstępu do parku Narodowego Huascaran – 65 Soli. Bilet jest wielorazowego użytku i ważny jest przez miesiąc.
Muły – 5$ za jednego muła za każdy dzień
Ariero – 10$ za każdy dzień. Należy pamiętać o tym, że ariero policzy jeden dodatkowy dzień pracy swojej i mułów. To tak zwany dzień na powrót.
Tragarze – 30 $ za każdy dzień pracy
Wynajęcie w Huaraz sprzętu np. szabli śnieżnych – 2 Sole za całą jedną szable za wyprawę
Zakup szabli śnieżnych – 14 Soli za jedną.
Mapy Alpenverine Cordillera Blanca
Istotne kontakty Casa de Guias e-mail: informes@casadeguias.com.pe
Marco Herrera Rodriguez: mobil: 043943644737, e-mail: galaxia_peru@hotmail.com
Pomocna literatura „The Andes. A guide for climbers” John Biggar.
“Classic Climbs of the Cordillera Blanca Peru” Brad Johnson
Uwagi Jeśli przyjedziesz do Huaraz sam i szukasz partnera na trekking albo wspinanie idź do Café Andino. Znajdziesz tam tablicę ogłoszeń i tym samym być może kompana podróży.

 

Alpamayo - droga francuska

Opis:

Na samym końcu doliny Santa Cruz w północno – wschodniej części Cordillera Blanca, w otoczeniu potężnych ścian Pucachirca i dostojnych grani Quitaraju stoi przepiękna lodowa katedra która nie bez przyczyny zyskała miano najpiękniejszej góry świata. Alpamayo nie było w naszych planach. Jest jednak tak piękna, że będąc tak blisko trudno o nią nie zawalczyć.  Choć najpiękniej prezentuje się od północnej strony, południowo-zachodnia ściana jest najbardziej popularna i gromadzi najwięcej wspinaczy z całego świata.


Przez wiele lat najpopularniejszą i najłatwiejszą drogą była Ferrari, z której obecnie od kilku lat wyjście na grań zamyka wielki serak. Od czasu do czasu część tego seraka obrywa się i spadając w dół zmiata  wszystko co napotka na swojej drodze. W 2003 roku w ten sposób zginał wenezuelski przewodnik który prowadził na szczyt włoskich wspinaczy. 


Dziś bardziej popularna jest droga francuska, która choć trudniejsza  bezpośrednio prowadzi na szczyt i daje większe poczucie bezpieczeństwa. 


W obecnym sezonie w Cordillera Blanca panują dość trudne warunki. Anomalie pogodowe dotykają również ten rejon i w górach mimo pełni lata wciąż leży bardzo dużo śniegu. Część gór ze względu na luźny śnieg w ścianie i duże zagrożenie lawinowe nie miała jeszcze w tym sezonie żadnego wejścia. 


Mimo niestabilnej pogody decydujemy się  na to aby zdobywać Alpamayo i wybieramy  french direct. Wyruszamy 6 czerwca. Nie spieszymy się. Mamy sporo czasu a pogoda choć zmienna nie budzi naszego niepokoju.


Pierwszego dnia dojeżdżamy do Cashapampy i tam wynajmujemy muły. Ruszamy bardzo spokojnie do góry. Pierwszy odcinek drogi jest dość stromy ale szybko docieramy do przepięknej doliny Santa Cruz. Dalej wzdłuż rzeki idziemy po w miarę płaskim terenie aż docieramy do pierwszego obozu Llamacoral na wysokości 3700 mnpm. Jest słonecznie choć chłodno. Szybko rozbijamy namioty, gotujemy jedzenie i cieszymy się ciszą i pustką bo to rzadkie  szczęście pod Alpamayo. Oprócz naszej ekipy nie ma na razie nikogo, przynajmniej tu w Llamacoral.  Kolejnego dnia budzimy się leniwie. Do bazy zaledwie 4 godziny drogi więc nie ma powodu aby się spieszyć. Śniadanie, kawa i …..drugie śniadanie w czasie kiedy suszymy namioty i śpiwory. Zwykle rano jest słońce więc wykorzystujemy najmniejszy jego promyk aby się ogrzać i wysuszyć. Wreszcie ruszamy i w 3 godziny docieramy do bazy. Tam jest już spory tłok. Kilka teamów aklimatyzuje się w bazie od kilku dni a my w towarzyskiej atmosferze znajdujemy chwile na to aby uciec od zgiełku i nacieszyć oczy przepięknym widokiem Artesonraju. Jest tak piękny, że z pewnością gdyby nie sąsiedztwo Alpamayo mógłby ubiegać się o miano najpiękniejszej góry świata. Kolejnego dnia w planach mamy dotarcie do Campo Alto na lodowcu u stóp Alpamayo na wysokości 5500 mnpm ale po drodze dopada mnie tak koszmarny ból głowy ze decydujemy się na to aby przenocować nieco niżej w Campo Morena na wysokości około 4900 mnpm. Ból głowy nie puszcza mimo ibupromu a noc jest już bardzo zimna. Rano na morenie jest zbyt zimno aby utrzymać to leniwe dotychczas tempo. Szybkie śniadanie, pakowanie i w drogę. Lodowiec jest zaledwie 10 minut od obozu. Wreszcie trochę lżej bo zakładamy na siebie sprzęt zamiast nosić go w  plecakach.


Szybko i bez większych utrudnień docieramy do przełęczy. Po drodze mijamy kilka małych szczelin i docieramy do nachylonej o 55 stopni ścianki pod przełęczą. Sporo śniegu, trochę potu i jesteśmy na przełęczy. Wreszcie naszym oczom ukazuje się północno-zachodnia ściana Alpamayo.  Jest piękna!!!!! Lokalni Indianie w języku Quechua mówią o tej górze Kraina Rzek, bo koronkowe, lodowe „rynny” w ścianie Alpamayo przypominają rzeczne koryta.   


Rozbijamy namioty tak szybko jak to możliwe bo nad nami zbierają się coraz cięższe chmury. Zaczyna wiać coraz silniejszy wiatr ale pamiętam, że w czerwcu pogoda jest bardzo zmienna więc nie martwię się zbytnio tymi warunkami. Kiedy tylko słońce chowa się za chmurami robi się tak zimno, że natychmiast chowam się w swoim śpiworze. Rozgrzewam się gorąca herbatą i nie mogę się doczekać 1 rano aby wreszcie wyruszyć na szczyt.  Nie mogę zasnąć. Nie wiem czy z powodu niecierpliwości czy z niepokoju który budzi silny wiatr, coraz mocniej szarpiący nasz namiot. Wreszcie budzik oznajmia że jest godzina 24 ale wtedy przychodzi Jose. W jego oczach widzę niepewność i zanim Jose zdążył cokolwiek powiedzieć wychylam się z namiotu. Mleko! Gęsta mgła która sprawia, że  nie widać nawet sąsiednich namiotów. Do tego lodowaty, silny wiatr. Ustalamy że spotykamy się za godzinę ponownie i wtedy podejmiemy ostateczną decyzję co do tego czy ruszamy w górę czy rezygnujemy. Ta godzina mija szybciej niż mogłabym się spodziewać. Zanim Jose otwiera namiot wiem już, że pogoda się nieco poprawiła. Nadal jest mgła i sypie śnieg, ale na szczęście widać już sąsiednie namioty. 


Zapada decyzja, ze przynajmniej podejmiemy próbę wejścia na szczyt. Jak warunki nadal będą tak fatalne wrócimy. Światełka w innych namiotach sugerują, że nie jesteśmy osamotnieni w tej decyzji. Ruszamy około 3 rano. Nie jesteśmy sami. Oprócz nas wspina się jeszcze grupa 12 Tyrolczyków. Dopóki w ścianie jest śnieg jest znośnie.  Ale ten kończy się szybko i wraz z rosnącym nachyleniem śnieg zamienia się w lód. Jak kilka razy dostaję bryłą lodu w kask zaczynam mieć obawy za każdym razem kiedy chce podnieść głowę do góry. Lód sypie się na głowę, kilka razy dostaje w rękę ale kiedy trafia mnie na tyle spory kawał lodu, że wypadam ze stanowiska żałuję, że nie jesteśmy w ścianie pierwsi. I tak 400 metrów. Wreszcie docieramy pod sam szczyt. Tam robi się korek. Na szczycie zmieszczą się 3-4 osoby a nas jest znacznie więcej w tym „ścianowym korku”. Marznę w oczekiwaniu na wolne miejsce. Wreszcie możemy wejść i wreszcie na szczycie pojawia się słońce. Mamy zaledwie kilka chwil. Kilka zdjęć, łyk herbaty i zjeżdżamy na dół. Jeden wyciąg, drugi…piaty….. Wreszcie docieramy do szczeliny u podnóża góry i dalej już łatwo dochodzimy do obozu. Tam znowu kilka łyków herbaty i pakujemy się. Udało się!!!!!! 10 czerwca 2009 stanęliśmy na szczycie najpiękniejszej góry świata!!!! Alpamayo zdobyte!!! Wracamy!!! 


 

 
opisz swoją wyprawę
 
 

Jeżeli byłeś w miejscu, które chciałbyś opisać, jeżeli widziałeś coś co chciałbyś polecić innym przyłącz się do nas i napisz o tym! Z ochotą opublikujemy wspomnienia ludzi takich jak my - ciekawych świata, z pasją oddających się podróżom, przemierzających odległości z otwartymi oczami.

formularz dodawania wyprawy »
 
 
 
współpracujemy z:
 
  Magazyn Turystyki Górskiej  
  Magazyn górski  
  Ceneria - outdorowa porównywarka cen  
  www.wyprawy.onet.pl  
  Globtroter  
  Serwis wspinaczki mikstowej  
  Góry - górski magazyn sportowy  
  www.e-gory.pl  
  www.swiatpodrozy.pl  
  Poznański Klub Podróżnika  
  Chodzieski Dom Kultury  
  Radio Afera  
  planynawakacje.pl